Zewnętrzne/Wewnętrzne

projekt koordynowany przez Damiana Nalepę(MMK), 15 maja 2010, Myślenice

Damian Nalepa

NWR znaczy „na własną rękę” – rozmowa z Damianem Nalepą, autorem projektu „Zewnętrzne/Wewnętrzne”.

Rozmawiamy w Myślnicach, w klubie, w którym wieczorem Damian będzie grał podczas imprezy. Ma 25 lat, jest dj’em samoukiem, twórcą grupy NWR, organizatorem imprez muzycznych i kulturalnych w Myślenicach. Interesują go działania alternatywne, oddolne – podejmowane „na własną rękę”. Właśnie zakończył realizację projektu „Zewnętrzne/Wewnętrzne” – tygodniowego cyklu warsztatów poświęconych różnorodnym technikom streetartowych. W projekcie wzięło udział ok. 170 osób – młodzieży i dzieci z myślenickich szkół.

Agnieszka Pajączkowska: Powiedz na początek – kim jesteś, czym się zajmujesz?
Damian Nalepa: Tak na co dzień, aby zapewnić sobie byt, pracuję w kablach (śmiech). Aby zaspokoić swoje pasje, organizuję poza tym różne dziwne rzeczy, mam nadzieję, że przydatne i wartościowe dla naszej lokalnej społeczności.

A.P.: Jesteś twórcą i aktywnym członkiem grupy NWR – czy mógłbyś powiedzieć co to za grupa, jak powstała, jakie działania organizowaliście wcześniej?
D.N.: NWR to skrót od „Na Własną Rękę”. Pod tym szyldem zaczęliśmy działać. Wszystko zaczęło się na ławce w parku, tutaj niedaleko. To było w 2004 roku. Siedzieliśmy, gadaliśmy i stwierdziliśmy, że nie ma w Myślenicach żadnej alternatywy, żadnych możliwości, aby tutaj cokolwiek fajnego robić. W tym miejscu, w którym teraz jesteśmy – wtedy ta restauracja zupełnie inaczej wyglądała – poszliśmy do pani właścicielki z pytaniem, czy można tutaj coś zrobić, a ona odpowiedziała, że jak najbardziej. Zorganizowaliśmy imprezę – muzyczną, taneczną. Przyszło ponad 400 osób. My byliśmy zadowoleni, właścicielka sobie to przekalkulowała i była jak najbardziej chętna, abyśmy robili następne (śmiech). Od tego czasu zorganizowaliśmy ich ponad 200. Jakiś czas temu rozszerzyliśmy pole działania i zorganizowaliśmy też Ambitne Kino w ośrodku kultury. Myślę, że na kilkunastu seansach zgromadziliśmy po kilkadziesiąt osób. Na razie, na wniosek dyrekcji, musieliśmy zawiesić tę działalność. Żałuję i trochę nie mieści mi się to w głowie – powodem była „nieopłacalność”. A ja mam wrażenie, że to nie chodzi o to, czy się opłaca, czy się nie opłaca – w tym nie chodzi o robienie pieniędzy, ale o przekazanie ludziom czegoś pozytywnego.

A.P.: Jak wygląda współpraca w ramach NWR? Kto współtworzy grupę?
D.N.: NWR jest kojarzone z logo i z podejmowanymi inicjatywami – nie chciałbym przez to siebie promować, ważne jest, że logo i wydarzenia kojarzą się ludziom pozytywnie. Czasami rzeczywiście muszę reprezentować grupę, tak jak teraz (śmiech), ale różnie mi to wychodzi. Teraz mamy dużo planów na wakacje. Praktycznie każdy tydzień będzie wypełniony jakimś koncertem, albo imprezą muzyczną. Zapraszamy zespoły, dj’ów, soundsystemy z całej Polski. Współpracujemy z młodymi przedsiębiorcami, który wybudowali w Myślenicach scenę z zadaszeniem. NWR to jest masa ludzi – nie ma wyraźnej granicy, która dzieli – ty jesteś w NWR, a ty nie. Każdy kto pomaga, jest w grupie.

A.P.: Co sprawia, że chce Ci się tak intensywnie działać?
D.N.: Ciężko powiedzieć… Jeśli mam siedzieć w domu, to wolę coś robić. Ale jak wyjdę ze znajomymi, to też nie ma dokąd iść ani co robić. Więc zacząłem działać muzycznie i teraz jestem dj’em. Wszystkiego uczyłem się sam, organizowałem imprezy i grałem non-profit. Z czasem sprzęt zaczął się zużywać, igły zaczęły się łamać, a głośniki zaczęły palić. Więc zaczęliśmy zdobywać środki, chociażby po to, aby pozwoliły na konserwację sprzętu. Czasami jak uda nam się zdobyć trochę więcej to – tak jak ostatnio – robimy na przykład koszulki z logo NWR. Na kolejnej imprezie będą rozdawane uczestnikom.

A.P.: Co myślisz o Myślenicach? Gdybyś mógł tutaj coś zmienić, urządzić po swojemu, to co byś zrobił?
D.N.: Przede wszystkim chciałbym, aby to miasto miało swój rozpoznawalny, duży festiwal muzyczny. Tak jak jest to w innych miastach. U nas, poza Dniami Myślenic, która są po prostu festynem, nic takiego się nie dzieje. A ja bym chciał trochę ambitniejszej kultury ludziom zapodać i pokazać, że istnieją też inne gatunki muzyczne, które też są popularne i przyciągają. Chciałabym, aby takie wydarzenie promowało Myślenice. Bo teraz możesz przyjechać, wejść na górę, zejść z góry, przejść przez rynek i tyle. Jest też trial. Można przyjść, popatrzeć na skaczące motory, ale to jest drogie i ja nie widzę w tym celu. Chciałbym też dalej działać z kinem – aby za symboliczną złotówkę można było oglądać naprawdę dobre filmy, klasykę kina.

A.P.: Opowiedz trochę o projekcie „Zewnętrzne/Wewnętrzne” – skąd wziął się pomysł na takie działanie, na warsztaty różnych technik streetartowych?
D.N.: Na warsztaty do Warszawy przyjechałem z innym pomysłem – chciałem, aby w Myślenicach powstał mural przedstawiający historię miasta. Jednak okazało się to przedsięwzięciem zbyt drogim. Gdy wróciłem z warsztatów, spotkałem się z Natalią na wernisażu Rafała Pytla, który ona organizowała w domu kultury. Zrobiłem dźwięki do jego prac plastycznych. Zaczęliśmy wspólnie z Natalią kombinować co tu zrobić w ramach projektu. Przyznaję, że sam nie podołałbym temu wszystkiemu, więc tutaj wielkie podziękowania dla Natalii. Stwierdziliśmy, że każde z nas ma jakiś potencjał i jeśli je połączymy, to coś pozytywnego z tego wyjdzie.

A.P.: A co – dzień po dniu – wydarzyło się w ramach projektu?
D.N.: Pierwszy dzień to były warsztaty ilustracyjne, drugi dzień – warsztaty druku na tkaninach, a po południu wykład profesora Vasiny z krakowskiej ASP pt. „Dlaczego warto czytać komiksy?”. Trzeciego dnia odbyły się warsztaty szablonowe i komiksowe. Czwartego dnia były warsztaty dj’skie i wernisaż. No i dzisiaj, w sobotę, warsztaty vlepkarskie dla dzieciaków oraz nieformalne podsumowanie dla wszystkich uczestników – głównie gimnazjalistów i licealistów.

A.P.: Co było dla Ciebie najfajniejsze, najważniejsze podczas realizacji tego projektu?
D.N.: Zdecydowanie ci młodzi ludzie, którzy przychodzili na warsztaty. Przychodzili nie dlatego, że musieli, ale dlatego, że chcieli. Mogli rozwinąć swoje zainteresowania, spróbować czegoś nowego. Przez warsztaty przewinęło się ponad 170 osób. To sukces, także dzięki współpracy z lokalnymi szkołami, które wsparły naszą inicjatywę.

A.P.: A co było najtrudniejsze?
D.N.: To, że w tym samym czasie miałem pracę – przez pierwsze dwa dni kończyłem pracę o 6 rano, a od 9 zaczynaliśmy warsztaty. To było bardzo trudne. Ale Natalia bardzo mi w tym pomogła, przejmowała wtedy pałeczkę.

A.P.: Działałeś już wcześniej, bardzo dużo – masz za sobą liczne doświadczenia związane z rolą organizatora, zarówno imprez jak i innych inicjatyw. Masz już za sobą także ten projekt „Zewnętrzne/Wewnętrzne”. Niezły bagaż doświadczeń. Co mógłbyś przekazać tym, którzy dopiero zaczynają?
D.N.: Że naprawdę warto. Jak robisz pierwsze wydarzenie, które gromadzi 400 osób, to czujesz, że to jest fajne i wartościowe, że oni mogli tutaj przyjść. Że mogą się spotkać, spędzić luźną sobotę przy dobrej muzyce. Na pewno trzeba mieć chęci, dużo chęci, a reszta przychodzi z czasem – wsparcie od ludzi, chęć pomocy, pozytywne opinie. Zawsze pojawia się też mała grupa tych, którym się to nie podoba – i nie należy się tym przejmować, ale robić swoje.

 

 

Natalia Nowicka (z tyłu, po lewej) i Damian Nalepa

Rozmowa z Natalią Nowicką, graficzką i organizatorką działań edukacyjno-artystycznych, która współpracowała z Damianem podczas realizacji projektu "Zewnętrzne/Wewnętrzne"

1. jak zaczęła się współpraca Natalii i Damiana?

2. co street art daje dzieciom? jak je rozwija?

3. jak wyglądał podział obowiązków pomiędzy Natalią i Damianem


Nagranie: Olga Mickiewicz

Materiał wytworzony w ramach projektu zrealizowanego w programie Akademia Orange.